Rynek interim managementu w Polsce przechodzi właśnie próbę ognia. Z jednej strony mamy 20 lat doświadczeń i setki udanych projektów. Z drugiej – lawinę „przypadkowych” interimów, którzy psują opinię o zawodzie i sprawiają, że średnie stawki zamiast rosnąć wraz z inflacją, zaczynają topnieć.
Jak w takim otoczeniu nie tylko przetrwać, ale wygrywać najlepiej płatne kontrakty? Odpowiedź kryje się w Standardzie SIM.
Pułapka „etykiety” Przez lata budowaliśmy wizerunek interim managera jako osoby do zadań specjalnych. Niestety, sukces tego pojęcia stał się jego przekleństwem. Dziś na portalach biznesowych każdy, kto chwilowo pozostaje bez zatrudnienia, dopisuje w nagłówku „Interim Manager”. Dla przedsiębiorcy, który nie zawsze rozumie niuanse tej formuły, tworzy to niebezpieczny szum informacyjny.
Efekt? Klient, który raz „naciął się” na amatora udającego profesjonalistę, traci zaufanie do całej branży. To właśnie ta erozja zaufania, widoczna również w innych krajach UE, jest głównym powodem presji cenowej.
Jeśli oferujesz tylko „etykietę”, musisz konkurować ceną.
Jeśli oferujesz standard, wiesz jak ustalać warunki współpracy, a cena najczęściej schodzi wtedy na dalszy plan.
Rozwiązanie nie leży w rynku, lecz w Twoim warsztacie Wielu interimów czeka, aż „rynek się naprawi”. To błąd. Panaceum na pozyskanie godziwie wynagradzanego projektu „tu i teraz” leży w zmianie Twojego podejścia do sprzedaży kompetencji. Standard SIM (wypracowany przez Stowarzyszenie Interim Managers) nie jest tylko kolejnym certyfikatem do powieszenia na ścianie. To przede wszystkim praktyczny niezbędnik biznesowy. To różnica między byciem „wynajętym dyrektorem” a „dostawcą mierzalnej zmiany”.
Oto jak praca w Standardzie SIM realnie przekłada się na Twoje sukcesy kontraktowe i finansowe:
1. Przestajesz sprzedawać czas, zaczynasz sprzedawać wartość Amatorzy sprzedają swoje „doświadczenie w zarządzaniu” i dostępność od poniedziałku do piątku. Profesjonalista działający według Metodyki SIM potrafi precyzyjnie zdefiniować profil klienta i uderzyć w jego najczulsze punkty. Zamiast mówić: „zarządzałem produkcją”, mówisz: „rozwiążę Twój problem z wąskim gardłem w 3 miesiące, stosując sprawdzony model diagnostyczny”. Klient chętniej zapłaci wysoką stawkę za rozwiązanie problemu niż za samą obecność menedżera w firmie.
2. Certyfikat jako panaceum na ryzyko Największą barierą w rekrutacji interima jest lęk decydenta przed porażką projektu. Certyfikacja SIM to Twoja polisa ubezpieczeniowa wystawiona klientowi. Za Twoim nazwiskiem staje autorytet Stowarzyszenia i sformalizowana wiedza. To ucisza obawy o brak standardów i pozwala na starcie negocjacji uzyskać wyższy pułap zaufania – a co za tym idzie, wyższą stawkę.
3. Bezpieczeństwo ukryte w procesie Ile razy Twój projekt „rozjechał się”, bo zakres prac nie został precyzyjnie określony? Standard SIM uczy, jak zbudować specyfikację i plan projektu, który chroni obie strony. Poprawna konstrukcja umowy i umiejętność zarządzania zawirowaniami w kontrolowany sposób sprawiają, że nie jesteś „strażakiem biegającym z wiaderkiem”, ale architektem, który panuje nad chaosem.
4. Mechanizm poleceń: Twoja darmowa machina marketingowa Najlepsze i najwyżej płatne projekty nie trafiają na ogólnodostępne platformy. One krążą w obiegu zamkniętym, opartym na rekomendacjach. Interim pracujący w standardzie dostarcza wynik, który zachwyca klienta. Zadowolony przedsiębiorca staje się Twoim najlepszym handlowcem. To najkrótsza droga do tego, by to projekty szukały Ciebie, a nie Ty projektów.
Czas na zawodową decyzyjność Możesz płynąć z prądem malejących stawek i narzekać na „przypadkowych” konkurentów. Możesz też postawić wyraźną granicę między sobą a amatorami. Wdrożenie Standardu SIM (Metodyka i Certyfikacja) – to inwestycja, która zwraca się już przy pierwszym wynegocjowanym kontrakcie. To przejście z ligi „szukających pracy” do elity „dostarczających wyniki”.
Roman Wendt